|
|
| |
Zwierzenia Stłukli odnośnie historii zespołu
Wypadałoby zacząć od roku 1977 kiedy razem z kumplem z liceum Tomaszem Hornowskim zeczęliśmy grać na gitarach. W 1978 roku Tomek pojechał na wakacje do Anglii i przywiózł ze sobą sporo folkowego materiału (na szpulkach - kto to jeszcze pamięta ?). Był tam również Poor Old Horse - wersja Albion Band. Ten kawałek fascynował nas później całymi latami.
Na WSM-ce poznałem Grześka Tyszkiewicza i Piotra Bułasa (Mopas - banjo,obecnie Atlantyda). Było to pamiętne spotkanie w klubie Vega. Zaczęliśmy grać we trójkę. Zespół nazywał się B&G co tłumaczyło się dość nieskomplikowanie na banjo i gitary. Były pierwsze występy i pierwsze sukcesy no i pierwsze piosenki. Grzegorz przyjechał kiedyś do mnie , jeszcze do Poznania (był to chyba okres Bożego Narodzenia) i napisaliśmy polskie słowa do "Jolly Roving Tar" (Get Up Jack). Graliśmy we dwójkę a zespół nazwaliśmy Drajrep (jest to część fału reji na Darze Pomorza).
Później zaczął się Packet ale mnie na spotkaniu założycielskim nie było. Przyszedłem do zespołu później i zostałem "przesłuchany" - wyrok:"Słaby głos". Na szczęście "słabe głosy" też czasem się przydają. No i oprócz tego miałem dwa bardzo przyzwoite jak na tamte czasy instrumenty - gitarę Musima Classic i banjo 5-kę tej samej firmy. To banjo to był niezły "rzeźnik" i paluchy bolały od grania jak diabli ale coś tam się jednak rzeźbiło. Na Wiatraku w Świnoujściu uprosiliśmy Andrzeja Mendygrała żeby napisał dla nas słowa do "Whisky In The Jar" - Andrzej pisał i jednocześnie opowiadał kawały (taki dar) - tak powstał utwór , który żegluje z nami do dziś - "Pod Jodłą".
Związki tegoż kawałka z morzem są ponoć "podejrzane" , ale wtedy niestety nie było wszechwładnego NETu a ja poznałem wersję "wzorcową" z audycji radiowej w programie drugim gdzie usłyszałem :"Szklaneczka Whisky" - popularna ballada marynarska o charakterze tanecznym; z towarzyszeniem zespołu z Billingham śpiewa Frank Matterson. Wziąłem to jak najbardziej za dobrą monetę - i tak już zostało. Po drodze zdarzyło się Grand Prix Krakowskich Shanties uczczone w knajpie Temida, wraz z przyjaciółmi z Refów (zamawiane były "aspiryny" i śledzie po japońsku).
Spotkanie w Stoczniowym Klubie Kultury Fregata pamiętam całkiem dobrze - w pewnym momencie histerycznie się śmiałem, ale do śmiechu tak po prawdzie nie było. Johnson czyli Krzysiek Jurkiewicz jak sam to gdzieś wspomina , faktycznie był chwilami wypraszany za drzwi bo niby oficjalnie nie był członkiem Packetu. Ale podczas dyskusji nad nową nazwą był już z nami. Było mnóstwo propozycji nie wiedzieć czemu większość związana z nazwami przeróżnych trunków i ogólnie tym tematem. Przyjęło się Smugglers - która to nazwa wielokrotnie sprawiała i pewnie będzie sprawiać kłopoty z pisownią i wymową (stąd Smalec). Któraś z kolei nagroda okazała się godzinami w Akademickim Radiu Pomorze (studio) i na jesieni 1989 powstawała pierwsza płyta Smugglersów. Ale wcześniej była Kotka gdzie Rychu Muzaj z głupia frant , na próbie mikrofonowej przyznał się , że grał przez cztery lata na perkusji. Na scenie stała dobra, obstawiona profesjonalnie mikrofonami perkusja a Rychu nie miał nawet pałek, ale i to superuprzejmi organizatorzy szybciutko załatwili. I tak bez żadnych przygotowań i prób poleciała w pustą salę wersja Poor Old Horse'a - z bębnami , basem , skrzypcami i syntezatorem marszczonym. Zaskoczenie efektem było totalne i nie było już odwrotu. Po powrocie z Kotki niestety odszedł Grzesiek. Zespół ostał się w sześcioosobowym składzie:Jachu , Rysiek Muzaj, Johnson, Kadłubek (Andrzej Kadłubicki), Perez (Artur Perek) i piszący te słowa Stłukla.
Postanowiliśmy przygotować recital na festiwal w Krakowie w całości z bębnami. Oprócz tego bez żadnych przerw - z utworu w utwór. Perkusji w Krakowie "nie było" więc wieźliśmy ją z sobą z Gdyni pociągiem, a jak ! Futerały na bębny przyniosłem wtedy z Fregaty do Akademika nr 4 w kopnym śniegu na piechotę - było cholerycznie zimno a ja ociekałem wręcz potem. Recital poszedł fajnie i miał "wymiar" i efekt włożenia kija w mrowisko. "Mrówki wypełzają czasem do tej pory ale to już inna historia".
Przyznano nam wtedy dwie nagrody - pierwszą nagrodę od Jury i nagrodę publiczności. Nagrodę publiczności pamiętam do tej pory - była to bryła soli z wyrytym na dole napisem. Później rzuciłem się wpław do Anglii żeby popracować "ręcamy" bo "w prochach był ekspens niezmierny" i nie było za co normalnie żyć. Dzięki tej wyprawie obejrzałem brytyjską scenę folkową na żywo.
Po powrocie do Polski zaczęła się Szelka a w 1995 roku Grzesiek postanowił uruchomić Smalca; i tak się stało i trwa z przygodami aż do dziś.
|
|